poniedziałek, 25 listopada 2013

rozdział 21

*Oczami Leny*
***
Obudziłam się a nad sobą zobaczyłam Liama i Danielle. Liaś od razu się przytulił a ja jęknęłam z bólu.
-oj sorry
Kiwnęłam głową, rozglądnęłam się po sali i to o ujrzałam zostanie w mojej pamięci na wieki. Harry był przy mnie, chciałam do niego podejść i go mocno uściskać ale kabelki na całym ciele mi przeszkodziły a zresztą on tak słodko spał. Była już 09:00 rano a ja nie mogłam się doczekać kiedy Hazz się obudzi. Przyszła pielęgniarka i dała mi 5 tabletek. Że niby ja mam to wszystko wziąć!!!Kiwnęła głową i podała mi wodę. Połknęłam tabletki a ona się odczepiła i poszła buhahahaha. Zauważyłam że nie ma Hazzy...gdzie on może być, Liama i Danielle też nie ma...już jak się obudziłam to se poleźli...jezu...nagle zobaczyłam ich wchodzących do mojej sali, mieli w dłoniach kawe...
-a mi to nie łaska przynieść...
-ty nie możesz -powiedział Hazz
Podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło, złapał mnie za rękę i mocno ją ścisnął
-obiecaj mi że już nigdy tego nie zrobisz...
-czyli czego
-nie będziesz próbowała się zabić
-ale...
-żadne "ale" nie zrobisz tego i już...
Przytuliłam go, a on mnie czule pocałował...Zostawił moją dłoń, poszedł sączyć kawe i jeść śniadanie które przyniósł mu Liaś...Ktoś wszedł do pokoju...a tą osobą ukazał się Lou...nie powiedział nic tylko podszedł do Liama, dał mu jakąś karteczkę i wyszedł. Liam od razu ją otworzył.
-frajer-burknął pod nosem-nawet "cześć" nie powie.
Jejku co on do mnie ma...ułożyłam się na łóżku a obok mnie usiadł Harry i zaczęła się gadka na temat ubrań....
*Oczami Lou*
Byłem w szpitalu przy recepcji...jejku głupi jestem. Zamiast do niej podejść, przytulić i pocałować to ja dałem Liamowi jakąś głupią karteczkę. Brawa dla mnie....może do niej pójdę i przeproszę. Dobra zrobię to przecież ona o mało co a by zginęła. Doszedłem do pod jej sale wszedłem do środka. Spojrzała się na mnie miała łzy w oczach, Harry wziął jej rękę i mocno ścisnął
-Lena przepraszam...
Nic nie od powiedziała tylko przytuliła się do Loczka, chyba już nie chce mnie znać...
-Louis, idź już-powiedział stanowczym głosem Harry, po tych słowach wyszedłem. Pobiegłem do najbliższej kwieciarni, kupiłem jej bukiet czerwonych róż. Przybiegłem do szpitala trochę zasapany, ruszyłem do jej sali i wręczyłem jej bukiet i wyszedłem...Z oddali usłyszałem swoje imię ale zignorowałem to... Doszedłem do domu ,położyłem się na łóżku. Usłyszałem czyjeś kroki, podniosłem się do pozycji siedzącej...ujrzałem Nialla co ten dupek ode mnie chce...
-co chcesz-burknąłem
-przyszedłem cię przeprosić...
-wal się....
-ale ja zrobiłem to nieumyślnie
-ta ta....bo byłeś pijany słyszałem tą wymówkę dużoooo razy...
-ale ja....ohhh...no dobra...ale ja cie naprawdę bardzo przepraszam....
-dobra gdzie jest Paula???!!!
-na Hawajach...w Honolulu
-serio?! co ona tam robi?
-wyjechała żeby sobie wszystko poukładać i odciąć się ode mnie i Leny...
-aha.............
-byłem u niej ale nie chce mnie znać....
-aha...dobra wybaczam ci...-podszedłem do niego i wyciągnąłem rękę na zgodę, a blondas się przytulił, zrobiłem wielkie oczy ale chyba potrzebował tego jak nikt inny...
-dobra choć jedziemy do Leny ją też trzeba przeprosić....
-no ale....no ok
Zeszliśmy na dół, Niall wziął telefon i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy...po krótkim czasie byliśmy na miejscu, postawiliśmy auto i skierowaliśmy się do sali Leny. Weszliśmy do środka i nie ujrzeliśmy nikogo...Pociągnąłem blondasa na parking, zobaczyłem ich wsiadających do auta. Pobiegliśmy tam jak najszybciej mogliśmy, złapałem Lenę za rękę i pocałowałem, no ale oczywiście ten dupek(Harry) musiał mnie odepchnąć. Lena szybko usiadła do samochodu a ten dupek obok niej i odjechali....Uklęknąłem na ziemie....
-ty dupku odwal się od niej!!!!!!!!!
-Louis jedźmy już...
-dobra...
Wstałem i poszliśmy do auta, wsiedliśmy i ruszyliśmy do domu. Dojechaliśmy pod dom Leny, weszliśmy po cichu do środka, zobaczyłem Harrego który przytula Lene...Lena wzięła kule i ruszyła przed siebie, złapałem blondasa za rękę i pobiegłem do kuchni się schować.Ale niestety ona przyszła do kuchni...
-co wy tutaj robicie?!
-przyszliśmy cie przeprosić
Podszedłem do niej i chciałem ją pocałować ale mnie odepchnęła
-Lou...
-ja chce cie przeprośic za to że nie byłem z tobą w szpitalu...
Podeszła do mnie spojrzała mi w oczy, rzuciła kule i się przytuliła...
-a ja przepraszam za to że całowałam się z Niallem...
-Lena-odezwał się Niall-to ja cie przepraszam...
-już dobrze wybaczam ci...-podeszła do niego i się przytuliła
-dziękuje a już myślałem że mi nie wybaczysz...
-Lou a ty wybaczysz mi?
-no pewnie...
-dobra to idziemy do salonu...
Złapała nas za rękę i ruszyła w strone salonu ale ja się wyrwałem i poszedłem do pokoju po mazaki, znalazłem je i zszedłem na dół. Usiadłem obok blondasa pokazałem Lenie mazaki a ona skumała o co chodzi i położyła noge z gipsem na stół złapaliśmy  mazaki i zaczęliśmy malować. Harry napisał "kocham cię" a ja napisałem "Lena+Louis=Dziecko <3" wystawiłem język Harremu,a on się wkurzył i napisał "Lena+Harry=Seks" Niall i Lena się zaśmali,Lena napisała "forever alone" a Niall "Lena+Niall=BFF"
-HAHAHA jaki wytrzeszcz zrobili już myslili że coś innego napiszesz HAHAHA....-powiedziała Lena...
Wzięła mazak i napisała "Harry+Louis+Lena=trójkącik"
-HAHAHAHAHA
-możemy spróbować-zaśmiał się Harry
-głupi jesteś -powiedziała-frajer-powiedziała cicho ale i tak wszyscy słyszeliśmy
-słyszałem...
-dobra przepraszam...HAHAHAHA...nie...
Wzieła mazak i napisała "Harry+Louis=Larry"
-sweet...
-nie!!!-zaprzeczyliśmy a Lena i Niall zaczeli się śmiać...
Mazaliśmy po gipsie obrazki i głupie napisy jak małe dzieci...
-kocham cię-wyszeptałem jej do ucha...
Pocałowała mnie w policzek, Harry to zobaczył i pocałował ją w usta. Ale ona tego nie odwzajemniła, widziałem jak się zdziwiła. Ale ja nie byłem dłużny też ja pocałowałem w usta. Też nie odwzajemniła
-ogarnijcie się!!!!!!!!!!
Złapałem Harrego za nadgarstek i pociągnąłem go do kuchni gdy już byliśmy w kuchni dałem mu w mordę...
*Oczami Leny*
Co oni tam robią i gdzie jest Niall?!Wzięłam kule i poszłam sprawdzić co się  tam dzieje. Weszłam do środka a oni co?!!!Bili się!!!!!!!!Lou miał rozwaloną wargę a Hazz rozcięty policzek
-czy wy macie coś z głową?!!!!!!
-ja nie mam...może ten cymbał ma!!!-krzyknął Hazz
-mnie nazywasz cymbałem!!!to nie ja całuje czyjąś dziewczynę!!!A LENA JEST MOJA!!!!!
-może niech ona zdecyduje!!!!
-ale ona już zdecydowała nie pamiętasz?!!!
-Lena wybierz jeszcze raz...-za proponował Harry
-nie jesteście nikogo warci!!!!i nie nazywaj mnie swoją własnością Louis!!!!!nie będę mieć już nigdy więcej chłopaka!!!!!a teraz....żegnam.......
-gdzie idziesz?!
-jak najdalej od was...-wzięłam torbę, kule i wyszłam trzaskając drzwiami...jeszcze słyszałam ich krzyki...
Pobiegłabym ale mam ten pierdzielony gips na nodze....ohhh...Poszłam do centrum handlowego, weszłam do mojego ulubionego sklepu i wiecie kogo zobaczyłam Daniela!!!!!!To mój były chłopak z Polski...Podeszłam do niego, stał do mnie tyłem.
-czy mogę w czymś pomóc?-zapytałam odwrócił się
-Lena!!!-przytulił mnie-co ty tu robisz??!!
-raczej co ty tu robisz?!
-ja przyjechałem z kumplami po nowe deski i ubrania
-aha...a gdzie masz kumpli?
-poszli po nowe deski...a ja przyszedłem tu bo pamiętałem że to twój ulubiony sklep i zawsze w weekendy do niego przyjeżdżaliśmy
-ohhh...pamiętasz to takie słodkie
-co ci się stało w nogę?
-no wiesz....wypadek....wjechałam autem w tir...
-i ty jeszcze żyjesz?
-tak jak widzisz stoje tu...
-taaaa...to co przejdziemy się
Doszliśmy do jego kumpli, znałam wszystkich... Przywitałam się z nimi, poszliśmy na kaw. A po kawie poszliśmy na zakupy...Oczywiście Daniel musiał mi coś kupić bo stwierdził że to tradycja...
Kupił mi czarne szpilki i czarną sukienke, znał moje wymiary  wiec nie musiałam przymierzać
-teraz jak ściągną ci gips to pójdziemy na impreze
-to za miesiąc...
-ale ja się niespiesze, akurat jesteśmy w Londynie 2 miesiące...bo pilnujemy chaty mojego brata...
-aha...
-to może wpadniesz do nas?!
-no mogę wpaść jak nie będę przeszkadzać...
-no przestań ty będziesz przeszkadzać?!!!!dobra idźmy już...
Doszliśmy do jego domu? nie to nie był dom to był pałac...był piękny ,weszliśmy do środka...to naprawdę jest pałac
-chcesz coś pić?
-sok...
-a nie lepiej kakao i jakiś film...
-no ok...ale komedia!
-horror!
-komedia!
-horror!
-komedia!
-horror!
-komedia!
-no niech ci będzie ale później horror...
-no ok...
-wybierz coś a ja wszystko przygotuje...
Przyniósł kakałka i koc...ułożył się obok mnie i włączył film "Spadaj Tato!"....Skończył się jak i kakałka...
-a teraz horror w 3D!!!
-dobra...ale się nie zdziw jak będę się do ciebie kleić
-ok...lepiej dla mnie...-zaśmiał się i poszedł po kakałka i popcorn. Usiadł obok mnie okrył nas kocykiem i zaczął się ten okrutny film "lustra". Skończył się film zobaczyłam na wyświetlacz telefonu. Nie dość że miałam 20 wiadomości od Lou i Hazzy to jeszcze była 23:40...zasiedziałam się...
-musze już iśc..
-zostań na noc...
-nie mogę...
-możesz....
-no dobra ale rano się zmywam...
-dobra...przyniosę ci jakieś ciuchy...
przyniósł mi swoją białą koszulke z napisem "nirvana"
-ohhh....moja ulubiona...
-num...pamiętałem...
Pobiegłam do łazienki zrzuciłam z siebie ciuchy i teraz stałam w samej bieliźnie, ubrałam na siebie koszulke Daniela i zeszłam na dół
-i jak wyglądam
-olśniewająco jak zawsze...
-ohhh...to miłe...
-Lena...nadal cie kocham...a ty?
-ja...moje uczucia nie minęły...znasz mnie jak nikt inny...
-czyli mam jakieś szanse?
-no...może...żartuje pewnie że masz....
-to będziesz moją dziewczyną?
-no pewnie że tak
Poszedł do łazienki po 2 minutach z niej wyszedł miał na sobie czarne bokserki. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do jego sypialni...położyliśmy się i zasnęłam...
***
Obudziłam się było jakoś przed 09:00,Daniela nie było...pewnie robi śniadanie. Zeszłam na dół, poczułam zapach naleśników
-już wstałaś, kotku...
-tak, obudził mnie zapach naleśników...
Wzięłam naleśnika i posmarowałam go nutellą...
-a mi to co?
-weź mojego jest z nutellą...
-rzuć
-dobra ale jak trafie ci w twarz to się niezłość...
-ok...
Rzuciłam mu....w twarz, zaczęłam się śmiać. Usłyszałam moją ulubioną piosenkę.
-kochanie telefon
-a no tak...
Poszłam odebrać, zobaczyłam nieznany numer...
-halo?
-musimy się spotkać w parku jak najszybciej...do zobaczenia.....
-ale....-nie zdążyłam nic powiedzieć bo się rozłączył
Poszłam wziąć prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół...
-Daniel ja ide zaraz wróce...
-ale gdzie?
Nie zdążyłam odpowiedzieć bo pędem ruszyłam do parku, oczywiście nie mogłam biec bo mam ten głupi gips....Doszłam do parku, usiadłam na ławce obok stawu i czekałam...Ktoś usiadł obok mnie ale nic nie mówił tylko siedził...
-Lena przepraszam...
-tylko nie ty-ruszyłam w strone wyjścia...
-poczekaj...
-Hazz odczep się...
-gdzie spałaś?
-gdzieś...co cie to!!
-martwię się o ciebie
-to się martw...
-poczekaj...przepraszam że się pobiłem z Lou
-mnie przepraszasz???
-chwila...Lena...wróć do domu ty zdecydujesz z kim będziesz chodziła...
-dobra...ale już więcej tego nie róbcie....
-oki....to chodźmy
Podjechaliśmy pod dom, Harry pomógł mi wysiąść. Weszliśmy do środka, nikogo nie było ale zaraz, zaraz ...usłyszałam cichutki płacz dobiegał z jakiegoś pokoju a dokładnie to z pokoju Lou... Poszłam do jego pokoju, Lou siedział w kącie i płakał...Położyłam kule i usiadłam obok niego...
-Lou co się stało
-Lena powiec mi kochasz mnie jeszcze?
-Lou to nie jest takie proste...
-wiedziałem...masz kogoś...
-co?!czemu niby tak sądzisz?
-bo tak sądze...
-Lou...
-nie chce cie znać!!!!wyjdź!!!
-ale Lou...
-przestań!!!!wyjdź!!!
Wyszłam z pokoju, usiadłam w salonie i zalewałam się łzami, podszedł do mnie Harry...
-co się dzieje?
-nic
-widze
-no bo...a nic
Przybliżył się do mnie i przytulił mnie do siebie...
-telefon...
-ohh no tak...poczekaj chwile
Poszłam odebrać telefon, spojrzałam na wyświetlacz Daniel
-halo...
-gdzie ty jesteś?
-ja jestem w domu...sorki ze się tak zmyłam ale musiałam...
-aha...dobra to jak będziesz miała czas to wpadnij...
-ok to pa
-pa kotku-rozłączyłam się
Hazz spojrzał na mnie...
-kotku?
-taaaa...
-więc kto to?
-Daniel...nie znasz go....
-no masz racje nie znam gościa...powiedz tylko czemu akurat on?
-no bo znam go od dzieciństwa...
-aha a za ile on wraca do Polski?
-za 2 miesiące...
-ohhh...tak długo????????
-no tak...
Siedzieliśmy tak sobie w salonie wtuleni w siebie kiedy nagle poczułam łaskotki, zaczęłam się śmiać a on nie wiedział o co mi chodzi...
-Harry to łaskocze!!!!
-kiedy ja nic....ooooo to mój telefon
-odbierz...głuptasku....
*Oczami Hazzy*
Zostawiłem Lenę a sam poszedłem odebrać telefon...
nie zgadniecie kto dzwonił...
----------------------------------------------------myśle że może być...jak dla mnie....~Lena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz